to zlepek dwóch słów Bar i Repas, czyli barowy i posiłek. Skąd się to wzięło? Odpowiedź w pilocie bloga. Znajdziecie tu przepisy dla każdego, od małego brzdąca, po bardziej wymagające podniebienie. Zapraszam do lektury mojej książki...
środa, 10 czerwca 2015
Szybkie ciasto z truskawkami i kruszonką pod polewą kakaową.
Przed wczoraj dostałem zamówienie na ciasto. Pomyślałem sobie, że skoro mamy sezon na truskawki, to będzie kołacz z truskawkami. Prosty w przygotowaniu i smaczny. Zostawiłem niestety moją blaszkę do pieczenia u znajomych i byłem zmuszony do przygotowania go w tortownicy. Wyrósł wysoki, troszkę za wysoki...ale równie smaczny.
Czego potrzeba?
-5 jaj; oddzielamy jajka i żółtka
-2 i 1/3 tradycyjnej szklanki mąki pszennej TYP450
-2 łyżeczki proszku do pieczenia
-170 gram masła
-1/3 szklanki mleka
-cukier puder 140 gram
-cukier trzcinowy 1/3 szklanki
Białka jaj ubijamy ze szczyptą soli na sztywno. Dodajemy cukier puder, ubijamy na puszysto, dodajemy powoli żółtka cały czas miksując.
Mleko z masłem i cukrem trzcinowym topimy i odstawiamy do wystudzenia dodajemy ubijając delikatnie do masy jajecznej i łączymy z mąką przesianą z proszkiem do pieczenia.
Masę przekładamy na blachę wysmarowaną masłem i posypaną bułką tartą. Wykładamy zwarcie całe truskawki.
Posypka:
-duża łyżka masła twardego posiekanego
-duża garść cukru
-garść mąki pszennej TYP550
-garść płatków owsianych
-garść zmielonych orzechów laskowych
Wszystkie składniki zagniatamy na sypko i wykładamy na truskawki.
Wkładamy na 52-55 minut do piekarnika góra - dół w temperaturze 180 stopni.
Polewa:
-łyżka masła
-4 łyżki śmietanki 36%
-3 łyżki kopiaste kakao
-łyżka cukru pudru
Masło topimy z cukrem, dodajemy kakao i dolewamy śmietanki.
Podgrzewamy do zgęstnienia i polewamy posypkę.
Karminadel czyli kotlet mielony inspirowany kuchnią mojej babci.
Moja kochana babcia była tą osobą, która zaszczepiła u mnie miłość do gotowania. Jej kuchnia była bardzo eklektyczna. Pochodziła z Wielkopolski, mieszkała 66 lat na Śląsku i regionalne potrawy, przez nią przygotowywane, miały smak tych dwóch regionów. To ona robiła najlepsze pyry z gzikiem, czy właśnie karminadle. Oczywiście w jej wykonaniu było to mięso wieprzowe - zawsze samodzielnie mieliła w maszynce ręcznej, której również ja używam do dnia dzisiejszego.
Babci nie ma już ze mną lat kilka, ale smak jej potraw i widok krzątającej się po kuchni, zawsze ze mną pozostanie. Zmieniłem troszkę jej przepis, zastąpiłem wieprzowinę indykiem i wołowiną, ale reszta jest niezmieniona...zapraszam na smak z dzieciństwa!
Czego użyłem?
Karminadle:
-300 gram zmielonego na Waszych oczach filetu z indyka
-150 gram zmielonego na Waszych oczach wołowego (u mnie ligawa)
-jajko do mięsa
-starta bułka (własna najlepiej) do mięsa (łyżka)
-pół cebuli drobno posiekanej
-jajko do panierki
-dwie-trzy łyżki mleka
-starta bułka (własna najlepiej) do panierki
-sól, pieprz, papryka słodka mielona
-mała garść żurawiny drobno posiekanej
Ziemniaki:
-ziemniaki młode
-szczypiorek posiekany
-łyżeczka masła
-śmietanka 18% dwie-trzy łyżki
-śmietana 12% duża łyżka
-sól, pieprz po szczypcie
Surówka:
-ogórek zielony, obrany i pokrojony jak do mizerii
-trzy łyżki kukurydzy konserwowej
-dwie duże łyżki jogurtu naturalnego
-łyżka śmietany 12%
-sól, pieprz
Mięso mielone wyrabiamy z jajkiem i bułką tartą. Dodajemy cebuli, wyrabiamy. Solimy i pieprzymy do smaku i dodajemy papryki (u mnie około łyżeczki). Wyrabiamy. Na końcu dodajemy posiekaną żurawinę i wyrabiając układamy kotlety.
Jajko roztrzepujemy z mlekiem.
Kotlety obtaczamy w bułce, następnie w jajku, dalej w bułce. Smażymy na oleju rzepakowym.
Ważne, by na najmniejszym ogniu rozgrzać go dobrze i na tym najmniejszym ogniu smażyć z każdej strony po 8 minut.
Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie.
Szczypiorek podsmażamy na maśle, dodajemy soli i pieprzu. Po 2-3 minutach dodajemy śmietanki i zostawiamy na małym ogniu na kilka minut. Po tym czasie zwiększamy maksymalnie ogień i dodajemy śmietany, mieszamy intensywnie około minuty i ściągamy z ognia. Odcedzone ziemniaki zalewamy przygotowanym sosem i przykrywamy garnek pokrywką. Potrząsamy nim delikatnie, by sos okrasił ziemniaki.
Ogórki posiekane zgniatamy lekko w garści, solimy i pieprzymy, znów zgniatamy. Zalewamy jogurtem i śmietaną, mieszamy. Dodajemy kukurydzę i również mieszamy.
SMACZNEGO!
Babci nie ma już ze mną lat kilka, ale smak jej potraw i widok krzątającej się po kuchni, zawsze ze mną pozostanie. Zmieniłem troszkę jej przepis, zastąpiłem wieprzowinę indykiem i wołowiną, ale reszta jest niezmieniona...zapraszam na smak z dzieciństwa!
Czego użyłem?
Karminadle:
-300 gram zmielonego na Waszych oczach filetu z indyka
-150 gram zmielonego na Waszych oczach wołowego (u mnie ligawa)
-jajko do mięsa
-starta bułka (własna najlepiej) do mięsa (łyżka)
-pół cebuli drobno posiekanej
-jajko do panierki
-dwie-trzy łyżki mleka
-starta bułka (własna najlepiej) do panierki
-sól, pieprz, papryka słodka mielona
-mała garść żurawiny drobno posiekanej
Ziemniaki:
-ziemniaki młode
-szczypiorek posiekany
-łyżeczka masła
-śmietanka 18% dwie-trzy łyżki
-śmietana 12% duża łyżka
-sól, pieprz po szczypcie
Surówka:
-ogórek zielony, obrany i pokrojony jak do mizerii
-trzy łyżki kukurydzy konserwowej
-dwie duże łyżki jogurtu naturalnego
-łyżka śmietany 12%
-sól, pieprz
Mięso mielone wyrabiamy z jajkiem i bułką tartą. Dodajemy cebuli, wyrabiamy. Solimy i pieprzymy do smaku i dodajemy papryki (u mnie około łyżeczki). Wyrabiamy. Na końcu dodajemy posiekaną żurawinę i wyrabiając układamy kotlety.
Jajko roztrzepujemy z mlekiem.
Kotlety obtaczamy w bułce, następnie w jajku, dalej w bułce. Smażymy na oleju rzepakowym.
Ważne, by na najmniejszym ogniu rozgrzać go dobrze i na tym najmniejszym ogniu smażyć z każdej strony po 8 minut.
Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie.
Szczypiorek podsmażamy na maśle, dodajemy soli i pieprzu. Po 2-3 minutach dodajemy śmietanki i zostawiamy na małym ogniu na kilka minut. Po tym czasie zwiększamy maksymalnie ogień i dodajemy śmietany, mieszamy intensywnie około minuty i ściągamy z ognia. Odcedzone ziemniaki zalewamy przygotowanym sosem i przykrywamy garnek pokrywką. Potrząsamy nim delikatnie, by sos okrasił ziemniaki.
Ogórki posiekane zgniatamy lekko w garści, solimy i pieprzymy, znów zgniatamy. Zalewamy jogurtem i śmietaną, mieszamy. Dodajemy kukurydzę i również mieszamy.
SMACZNEGO!
wtorek, 9 czerwca 2015
Mało Obiektywna Recenzja - Bufet Schronisko Skrzyczne
W długi, czerwcowy weekend nie wyjeżdżaliśmy nigdzie; nie planowaliśmy nic, poza sobotnią imprezą z okazji urodzin dziadka. W czwartek wstaliśmy na czas i ni stąd ni zowąd postanowiliśmy, że pojedziemy do Szczyrku i wejdziemy na Skrzyczne - taka jednodiowa wycieczka. Jak pomysleli tak zrobili.
Wdrapaliśmy się na szczyt, głodni idziemy do przepełnionego turystami schroniska na Skrzycznem, posadziłem brzdąca z Żoną Mą na ławkach na tarasie i idę coś zamówić.
I tu się zaczyna historia, wypełniona glutaminianem sodu, wrzątkiem kraszona i z chochlą konserwantów...ale od początku.
Już na samym wstępie dostałem w twarz cenami, które tak pokiereszowały mą facjatę, że cieszyłem się, że stoję w długiej na trzydzieści parę osób kolejce, bo przynajmniej miałem czas na to, żeby się otrząsnąć.
Pomyślałem spoko, jesteśmy na szczycie, jakby nie było prywatne schronisko, liczą sobie. Trudno, głodni jesteśmy, damy radę.
Taka dygresja. Byłem harcerzem, jeździliśmy na wycieczki studenckie i jadłem różne rzeczy po kilku lub kilkunastu kilometrach spaceru po górach. Jadło się zupki z tytki, chińskie nudle i inne śmieci, które nie szarpią po kieszeni zawsze biednych, wolących na procenty wydać kasę studentów. Przeżyłem. I tu bym też przeżył, ale do jasnej, nie napiszę co, nie za te ceny.
Zamówiłem:
-żurek z 1/2 jajka (tak było w karcie) i białą kiełbasą 13zł
-barszcz z krokietem 12,00zł
-pierogi z mięsem 13,00zł
dodatkowo wzięliśmy Młodemu sok, a sobie piwo zmieszane ze spritem, czyli tzw. radler. Zaznaczę, że zapłaciliśmy za piwo, a sprite dostałem w cenie.
Stałem przy okienku. Czekam na wydawkę. Pierwsze przyszły pierogi. Od razy wiedziałem, że są odgrzewane w mikrofalówce, bo raz, że Pani ostrzegła mnie o gorącym talerzu, a dwa ciasto było wręcz rozlane, a skwarki wcześniej podsmażone delikatnie mówiąc napuchły. Poza tym całość pływała, bo zostały źle odsączone. Zobaczymy jak będą smakować - pomyślałem. Do farszu nie mam zastrzeżeń. Doprawiony dobrze, odpowiednia ostrość, szkoda tylko, że wszystko zepsute przez mikrofalówkę.
Tu się kończą pochwały.
Żurek. Woda z jakąś zawiesiną, z grudkami, z połówką przegotowanego jajka i może z 1/3 pokrojonej w plasterki na pół białej kiełbasy. Dostrzegłem z biedą majeranek.Tyle w temacie.
Najzabawniejszy był barszcz. Bo przyszedł ze znośnej wielkości krokietem (farsz z pierogów i również miękki, bo odgrzany w mikrofalówce), ale barszczu dostałem 1/3 szklanki z tzw. arcorocu. I tu się wkurzyłem. Nie dość, że barszcz blady jak Irlandczyk po sezonie wiosennym (bez obrazy), to jeszcze ta ilość. Upomniałem się, mówiąc, że za tę kwotę to warto byłoby wlać do pełna i dostałem, z marudzeniem pod nosem...
Woda z barszczem z proszku. Nawet niedoprawiona.
Słuchajcie, ja nie jestem wybredny. Jak chce dobrze zjeść, to przygotowuje sam posiłki, albo idziemy w sprawdzone od lat miejsca. Ja bym przeżył ten barszcz i żurek w proszku, ale czuje się oszukany i naciągnięty. Jak można proponować komuś jedzenie w tej cenie z proszku. To jest moje zdanie, nic tego nie zmieni. Głodny turysta wiele zniesie, ale my na przyszłość będziemy wiedzieć, że lepiej się zabezpieczyć i wziąć ze sobą kanapki.
Wdrapaliśmy się na szczyt, głodni idziemy do przepełnionego turystami schroniska na Skrzycznem, posadziłem brzdąca z Żoną Mą na ławkach na tarasie i idę coś zamówić.
I tu się zaczyna historia, wypełniona glutaminianem sodu, wrzątkiem kraszona i z chochlą konserwantów...ale od początku.
Już na samym wstępie dostałem w twarz cenami, które tak pokiereszowały mą facjatę, że cieszyłem się, że stoję w długiej na trzydzieści parę osób kolejce, bo przynajmniej miałem czas na to, żeby się otrząsnąć.
Pomyślałem spoko, jesteśmy na szczycie, jakby nie było prywatne schronisko, liczą sobie. Trudno, głodni jesteśmy, damy radę.
Taka dygresja. Byłem harcerzem, jeździliśmy na wycieczki studenckie i jadłem różne rzeczy po kilku lub kilkunastu kilometrach spaceru po górach. Jadło się zupki z tytki, chińskie nudle i inne śmieci, które nie szarpią po kieszeni zawsze biednych, wolących na procenty wydać kasę studentów. Przeżyłem. I tu bym też przeżył, ale do jasnej, nie napiszę co, nie za te ceny.
Zamówiłem:
-żurek z 1/2 jajka (tak było w karcie) i białą kiełbasą 13zł
-barszcz z krokietem 12,00zł
-pierogi z mięsem 13,00zł
dodatkowo wzięliśmy Młodemu sok, a sobie piwo zmieszane ze spritem, czyli tzw. radler. Zaznaczę, że zapłaciliśmy za piwo, a sprite dostałem w cenie.
Stałem przy okienku. Czekam na wydawkę. Pierwsze przyszły pierogi. Od razy wiedziałem, że są odgrzewane w mikrofalówce, bo raz, że Pani ostrzegła mnie o gorącym talerzu, a dwa ciasto było wręcz rozlane, a skwarki wcześniej podsmażone delikatnie mówiąc napuchły. Poza tym całość pływała, bo zostały źle odsączone. Zobaczymy jak będą smakować - pomyślałem. Do farszu nie mam zastrzeżeń. Doprawiony dobrze, odpowiednia ostrość, szkoda tylko, że wszystko zepsute przez mikrofalówkę.
Tu się kończą pochwały.
Żurek. Woda z jakąś zawiesiną, z grudkami, z połówką przegotowanego jajka i może z 1/3 pokrojonej w plasterki na pół białej kiełbasy. Dostrzegłem z biedą majeranek.Tyle w temacie.
Najzabawniejszy był barszcz. Bo przyszedł ze znośnej wielkości krokietem (farsz z pierogów i również miękki, bo odgrzany w mikrofalówce), ale barszczu dostałem 1/3 szklanki z tzw. arcorocu. I tu się wkurzyłem. Nie dość, że barszcz blady jak Irlandczyk po sezonie wiosennym (bez obrazy), to jeszcze ta ilość. Upomniałem się, mówiąc, że za tę kwotę to warto byłoby wlać do pełna i dostałem, z marudzeniem pod nosem...
Woda z barszczem z proszku. Nawet niedoprawiona.
Słuchajcie, ja nie jestem wybredny. Jak chce dobrze zjeść, to przygotowuje sam posiłki, albo idziemy w sprawdzone od lat miejsca. Ja bym przeżył ten barszcz i żurek w proszku, ale czuje się oszukany i naciągnięty. Jak można proponować komuś jedzenie w tej cenie z proszku. To jest moje zdanie, nic tego nie zmieni. Głodny turysta wiele zniesie, ale my na przyszłość będziemy wiedzieć, że lepiej się zabezpieczyć i wziąć ze sobą kanapki.
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Tagliatelle z tuńczykiem w pomidorach.
Tradycyjnie potrzebowaliśmy czegoś na szybko. Bez przechwałek, ale jestem mistrzem w przygotowywaniu jedzenia w kilkanaście, a nawet kilka minut. Grunt to mieć dobrą bazę. Tym razem tą bazą był dla nas domowy makaron.
Czego nam potrzeba?
-makaron tagliatelle
-puszka tuńczyka w sosie własnym, lub wodzie
-pół puszki kukurydzy
-cebula
-puszka pomidorów krojonych
-parmezan
-oliwa
-sól, pieprz
-tymianek
-muscat biały półsłodki
Cebulę posiekaną szklimy na oleju, solimy i pieprzymy. Podlewamy winem (pół szklanki). Gdy płyn się zredukuje dorzucamy pomidory i kukurydzę. Dodajemy szczyptę posiekanego tymianku. Redukujemy płyn i zagęstniamy
Makaron gotujemy na ząb, cedzimy, skrapiamy oliwą i wrzucamy na patelnie z pomidorami i kukurydzą, ściągamy z ognia, dodajemy garść parmezanu i mieszamy podrzucając patelnią. Dodajemy tuńczyka odsączonego i mieszamy delikatnie.
Smacznego!
Czego nam potrzeba?
-makaron tagliatelle
-puszka tuńczyka w sosie własnym, lub wodzie
-pół puszki kukurydzy
-cebula
-puszka pomidorów krojonych
-parmezan
-oliwa
-sól, pieprz
-tymianek
-muscat biały półsłodki
Cebulę posiekaną szklimy na oleju, solimy i pieprzymy. Podlewamy winem (pół szklanki). Gdy płyn się zredukuje dorzucamy pomidory i kukurydzę. Dodajemy szczyptę posiekanego tymianku. Redukujemy płyn i zagęstniamy
Makaron gotujemy na ząb, cedzimy, skrapiamy oliwą i wrzucamy na patelnie z pomidorami i kukurydzą, ściągamy z ognia, dodajemy garść parmezanu i mieszamy podrzucając patelnią. Dodajemy tuńczyka odsączonego i mieszamy delikatnie.
Smacznego!
Tort na biszkopcie z białej i gorzkiej czekolady ze śmietaną malinami i truskawkami.
W ubiegłą sobotę byliśmy na urodzinach dziadka. Postawiłem na swoim i w
ramach doskonalenia swoich umiejętności cukierniczych przygotowałem mu
tort.
Jak go zrobiłem?
Biszkopt z gorzkiej czekolady:
-6 jaj
-150 gram gorzkiej czekolady 60%
-100 gram mąki TYP 405
-łyżeczka proszku do pieczenia
-120 gram cukru pudru
Białka jaj ubijamy na sztywno ze szczyptą soli, dodajemy cukier, łączymy w jedną masę. Czekoladę topimy i studzimy, łączymy ją z żółtkami - ucieramy. Dodajemy do białek, delikatnie mieszamy. Dodajemy przesianą z proszkiem do pieczenia mąkę, miksujemy do jednej masy. Przekładamy do tortownicy wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą. Pieczemy w 175 stopniach przez 30 minut.
Biszkopt z białej czekolady:
Jak wyżej. Zamieniamy czekoladę gorzką na białą.
Masa:
-880 ml śmietany 36%
-dwie łyżki cukru pudru
-łyżeczka żelatyny
-szczyta soli
Śmietanę ubijamy około 12 minut mikserem na najwyższych obrotach ze szczyptą soli.
Po tym czasie dodajemy cukier i miksujemy jeszcze około 2 minut. Żelatynę rozpuszczamy w minimalnej ilości gorącej wody i dodajemy do ubijanej śmietany.
Polewa czekoladowa:
-120 gram gorzkiej czekolady
-3 łyżki kakao
-łyżka cukru pudru
-50 gram masła.
Masło topimy z czekoladą, dodajemy kakao i cukier, mieszamy na ogniu intensywnie, odstawiamy do wystudzenia.
Komponujemy tort:
Będziemy potrzebować marmolady owocowej; najlepiej własnego wyrobu; grunt, by była kwaśna.
Biszkopt brązowy przekrawamy na 3 części za pomocą żyłki; to samo robimy z białym.
Warstwę brązową smarujemy cienką warstwą marmolady, Układamy na niej truskawki pokrojone w plastry i maliny.
Z trzech warstw, które nam zostały (dwie białe i ciemna) wykrawamy mniejsze okręgi. Biały smarujemy z dwóch stron marmoladą, kładziemy na wierzch tortu i tak jak wyżej marmolada, owoce, śmietana, biszkopt.
Cały tort smarujemy śmietaną, większe części po bokach obkładamy wiórkami migdałów.
Od góry polewamy polewą.
Dekorujemy truskawkami topionymi do połowy w polewie.
środa, 3 czerwca 2015
Karkówka w piwie marynowana na grilla krucha soczysta i pyszna!
W ubiegły weekend, a dokładnie w sobotę wybraliśmy się do znajomych na grilla. Dzieli nas jakieś dwa kilometry, więc postanowiliśmy się wybrać pieszo, co by rozkoszować się smakiem zimnego radlera do przygotowanej karkówki.
Zamarynowane mięsko przywiozłem na miejsce przeznaczenia rano. Po południu, przy idealnie towarzyszącym nam słońcu, bezchmurnym niebie i delikatnym wietrzyku, spacerkiem doszliśmy na miejsce.
Grill został rozpalony i nagle, w najmniej wyczekiwanym momencie, zrobiło się ciemno, nadeszła potężna burza, zalała grilla, a my nawet nic nie zdążyliśmy nań wrzucić.
Na szczęście jest piekarnik. Pierwszy raz robiłem w nim karkówkę na funkcji termoobieg + grill w temperaturze 175 stopni. Mięsa było tyle, że musieliśmy na 5 razy je grillować i idealna karkówka (każda ok 2,5cm grubości) wyszła za trzecim razem po 23 minutach grillowania.
Czego użyłem?
-kawałki karkówki, grubość około 2,5-3cm
Marynata:
-sól jodowana trzy duże szczypty
-cebula posiekana łyżeczka
-tymianek świeży posiekany łyżeczka
-papryka słodka wędzona łyżeczka
-czosnek staropolski dwie szczypty
-dwie szczypty cukru brązowego
-pieprz cytrynowy dwie szczypty
-rozmaryn posiekany łyżeczka
-cząber dwie szczypty
-majeranek dwie szczypty
-oliwa 4-5 łyżek
-szklanka piwa ciemnego
-kilka gałązek lubczyku
-posiekany w plastry czosnek kilka ząbków
Wszystkie składniki z marynaty łączymy z oliwą i wyrabiamy z mięsem, wkładamy do głębokiej miski, zalewamy do wysokości mięsa piwem (około 3/4 szklanki). Na wierzchu układamy czosnek i gałązki lubczyku). Przykrywamy zwarcie folią spożywczą i wkładamy do lodówki na 5-8 godzin.
Na grillu tradycyjnym pieczemy po 6 minut z każdej strony, a w piekarniku tak jak wyżej opisałem.
Smaczności i dobrej biesiady!
````````
zdjęcia komórką zrobione, więc kiepskie trochę, a za tę bazylię przepraszam, ale musiałem dać coś zielonego, a szkoda mi było rwać od znajomych dopiero co posadzonego rozmarynu ;-D
Zamarynowane mięsko przywiozłem na miejsce przeznaczenia rano. Po południu, przy idealnie towarzyszącym nam słońcu, bezchmurnym niebie i delikatnym wietrzyku, spacerkiem doszliśmy na miejsce.
Grill został rozpalony i nagle, w najmniej wyczekiwanym momencie, zrobiło się ciemno, nadeszła potężna burza, zalała grilla, a my nawet nic nie zdążyliśmy nań wrzucić.
Na szczęście jest piekarnik. Pierwszy raz robiłem w nim karkówkę na funkcji termoobieg + grill w temperaturze 175 stopni. Mięsa było tyle, że musieliśmy na 5 razy je grillować i idealna karkówka (każda ok 2,5cm grubości) wyszła za trzecim razem po 23 minutach grillowania.
Czego użyłem?
-kawałki karkówki, grubość około 2,5-3cm
Marynata:
-sól jodowana trzy duże szczypty
-cebula posiekana łyżeczka
-tymianek świeży posiekany łyżeczka
-papryka słodka wędzona łyżeczka
-czosnek staropolski dwie szczypty
-dwie szczypty cukru brązowego
-pieprz cytrynowy dwie szczypty
-rozmaryn posiekany łyżeczka
-cząber dwie szczypty
-majeranek dwie szczypty
-oliwa 4-5 łyżek
-szklanka piwa ciemnego
-kilka gałązek lubczyku
-posiekany w plastry czosnek kilka ząbków
Wszystkie składniki z marynaty łączymy z oliwą i wyrabiamy z mięsem, wkładamy do głębokiej miski, zalewamy do wysokości mięsa piwem (około 3/4 szklanki). Na wierzchu układamy czosnek i gałązki lubczyku). Przykrywamy zwarcie folią spożywczą i wkładamy do lodówki na 5-8 godzin.
Na grillu tradycyjnym pieczemy po 6 minut z każdej strony, a w piekarniku tak jak wyżej opisałem.
Smaczności i dobrej biesiady!
````````
zdjęcia komórką zrobione, więc kiepskie trochę, a za tę bazylię przepraszam, ale musiałem dać coś zielonego, a szkoda mi było rwać od znajomych dopiero co posadzonego rozmarynu ;-D
wtorek, 2 czerwca 2015
Krem ze smażonych borowików z suszoną śliwką.
W domu uwielbiamy zupy, a ja już w szczególności uwielbiam eksperymentować z nowymi smakami.
Przyszła i nie chciała odejść, ochota na coś z grzybami. Pomyślałem krem z pieczarek, patrzę mam. Ale to taki zwykły krem być nie może, więc postanowiłem dodać borowików, które miałem w słoiku usmażone na maśle ze śliwką z łyżką przecieru pomidorowego. Ale od początku.
Czego użyłem?
-200 gram borowików, posiekanych
-łyżka masła klarowanego
-sól, pieprz
-cebula
-5 śliwek suszonych
-0,5kg pieczarek posiekanych
-łyżka sosu sojowego
-por część biała i przechodząca w zieloną
-łyżka masła
-1,5 l bulionu drobiowego
Na maśle klarowanym szklimy cebulę posiekaną w wiórki, solimy i pieprzymy, wrzucamy borowiki podsmażamy 7-8 minut, dodajemy śliwki posiekane i podsmażamy jeszcze ze dwie minuty. Dodajemy łyżkę przecieru pomidorowego i na dużym ogniu mieszamy intensywnie. Odstawiamy. Takie borowiki wkładam do słoików i pasteryzuje.
W rondelku na maśle podsmażmy posiekany por, dorzucamy pieczarki, podsmażamy, dodajemy łyżeczkę sosu sojowego. Smażymy, łączymy z grzybami ze śliwką i podsmażamy 2-3 minuty. Zalewamy bulionem, gotujemy 4-6 minut. Miksujemy blenderem.
Opcjonalnie dodajemy kleks śmietany 12% i posiekaną pietruszkę zieloną z kilkoma listkami lubczyku.
Smacznego!
Przyszła i nie chciała odejść, ochota na coś z grzybami. Pomyślałem krem z pieczarek, patrzę mam. Ale to taki zwykły krem być nie może, więc postanowiłem dodać borowików, które miałem w słoiku usmażone na maśle ze śliwką z łyżką przecieru pomidorowego. Ale od początku.
Czego użyłem?
-200 gram borowików, posiekanych
-łyżka masła klarowanego
-sól, pieprz
-cebula
-5 śliwek suszonych
-0,5kg pieczarek posiekanych
-łyżka sosu sojowego
-por część biała i przechodząca w zieloną
-łyżka masła
-1,5 l bulionu drobiowego
Na maśle klarowanym szklimy cebulę posiekaną w wiórki, solimy i pieprzymy, wrzucamy borowiki podsmażamy 7-8 minut, dodajemy śliwki posiekane i podsmażamy jeszcze ze dwie minuty. Dodajemy łyżkę przecieru pomidorowego i na dużym ogniu mieszamy intensywnie. Odstawiamy. Takie borowiki wkładam do słoików i pasteryzuje.
W rondelku na maśle podsmażmy posiekany por, dorzucamy pieczarki, podsmażamy, dodajemy łyżeczkę sosu sojowego. Smażymy, łączymy z grzybami ze śliwką i podsmażamy 2-3 minuty. Zalewamy bulionem, gotujemy 4-6 minut. Miksujemy blenderem.
Opcjonalnie dodajemy kleks śmietany 12% i posiekaną pietruszkę zieloną z kilkoma listkami lubczyku.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













